Zanieczyszczenie atmosfery jest często widoczne gołym okiem. Nieobcy jest nam widok dymiących kominów oraz sadzy wydobywającej się z rur wydechowych ciężarówek. Dym jest mieszaniną wielu związków chemicznych. Jego toksyczność wzrasta przy słonecznej pogodzie wskutek zachodzenia reakcji zapoczątkowywanych przez promieniowanie słoneczne. W rezultacie tworzy się smog posiadający nieprzyjemny zapach i powodujący łzawienie. Słynna londyńska mgła była kiedyś efektem smogu. Ogrzewanie wielomilionowego miasta mnóstwem piecyków węglowych instalowanych w każdym mieszkaniu powodowało w zimie ogromną emisję dymu, który w niesprzyjających warunkach meteorologicznych zalegał nad miastem całymi tygodniami. Dopiero wydana w latach pięćdziesiątych ustawa brytyjskiego parlamentu pozwalająca na spalanie wyłącznie takiego paliwa, które nie wydziela dymu, polepszyła sytuację.


Smog występował lub występuje między innymi w Zagłębiu Ruhry, na Górnym Śląsku i w przemysłowych północnych Czechach.

Efektem zatrucia atmosfery jest wzrost zachorowalności na astmę i bronchit. W walce z zanieczyszczeniem powietrza władze lokalne decydują się często na instalowanie systemów monitorujących skażenie. Mierzy się stężenie metali ciężkich, tlenków azotu, dwutlenku siarki (główny sprawca skażenia atmosfery) oraz czadu, czyli tlenku węgla.


Smog nad Nowym Jorkiem


Skażenie powietrza ma niszczący wpływ na środowisko. Wyrzucane przez zakłady przemysłowe w powietrze trujące gazy (głównie dwutlenek siarki) wędrują z wiatrem nieraz na duże odległości, a gdy napotykają na swej drodze masywy górskie ulegają kondensacji i spadają na ziemię z deszczem. Tak rodzą się kwaśne deszcze, które zdewastowały wielkie połacie lasów w polskich i czeskich Sudetach. Klęska ekologiczna w lasach ma olbrzymi wpływ na równowagę całego środowiska.


Związki chemiczne powodujące skażenie atmosfery pojawiają się w łańcuchu pokarmowym, gdyż są pochłaniane przez komórki roślin rosnących na skażonych terenach. Żywność też nie jest od nich wolna, występuje w niej przykładowo ołów, który, mimo że zjadany w śladowych ilościach, ma niszczący wpływ na układ nerwowy człowieka. Ołów jest emitowany do atmosfery przez pojazdy, gdyż czteroetylek ołowiu był do niedawna stosowany jako główny dodatek do benzyn, zwiększający ich odporność na spalanie eksplozyjne (tzw. liczbę oktanową). Dziś redukcję emisji ołowiu osiągnięto w niektórych krajach przez zachęcenie kierowców do używania benzyn bezołowiowych. Wprowadzono także normy regulujące maksymalną emisję innych trujących związków przez samochody. Zmusiło to wytwórców do montowania w autach katalizatorów, w których zachodzi utlenianie tlenków węgla i azotu do stosunkowo nieszkodliwych związków.


Dawniej ołów był jednym z ważniejszych składników farb. Badania dowiodły jego szkodliwego wpływu, szczególnie na rozwój niemowląt i małych dzieci, które miały tendencję do gryzienia malowanych zabawek. Dziś w wielu farbach ołów nie występuje w ogóle, w innych jego zawartość ograniczono do ilości śladowych. Innym poważnym zagrożeniem dla atmosfery są pewne związki wykorzystywane w puszkach z aerozolami zawierającymi substancje zapachowe, owadobójcze itp. Chlorofluorowęglany (CFC, inaczej freony), bo

0 nich mowa, były do niedawna używane także jako składnik cieczy roboczej w agregatach chłodziarek. Gazy te, uwolnione do atmosfery, wędrują do jej górnych warstw, gdzie powodują rozkład ozonu. Ozon absorbuje znaczną część emitowanego przez słońce, szkodliwego dla organizmów żywych, promieniowania ultrafioletowego. Stwierdzono, że zwiększone dawki tego promieniowania zwiększają prawdopodobieństwo zachorowania na raka skóry. Podejrzewa się także, że może ono powodować zmiany w kodzie genetycznym, sprzyjające mutacjom. Dziś stosowanie freonów jest w większości państw zakazane, lecz wyemitowany dotychczas gaz nie dotarł jeszcze w całości do górnych warstw atmosfery, więc ubytki ozonu będą się prawdopodobnie powiększać.